Oto moja skromna kolekcja. (W tle coś, co chciałabym pokazać w poście DIY)
Zanim w Polsce rozpowszechniły się tinty o idei takich produktów dowiedziałam się z azjatyckich reklam, dram itd., jednak cena małego cudeńka razem z przesyłką z Azji... sami rozumiecie. Ja, ponieważ moja przygoda z tintami dopiero się zaczęła, wybrałam coś taniego. W mojej kolekcji znajdują się widoczne na zdjęciu tinty firmy Essence w kolorach: 03 flashy apricot i 04 pink exposed oraz tinty firmy Bell (dostępne w Biedronce). Obecnie oferta kolorystyczna tintów tej marki się poszerzyła i zmieniła opakowania na białe. Trudno powiedzieć jakie są to numery, ponieważ nie ma tu oznaczeń na opakowaniach, ale dokładnie te same kolory można dostać w nowych opakowaniach - ze strony bell wynika, że róż to kolor 1, a czerwień to kolor 2. Ostatni tint (a raczej barwiący balsam do ust) jaki jest na tym zdjęciu to Tony Moly Mini Berry Lip Balm, jak łatwo się domyślić bardziej niż jego właściwości zainteresował mnie przeurocze opakowanie, które wygląda jak jagoda/borówka. Pora opowiedzieć teraz o poszczególnych produktach nieco więcej.
Od lewej do prawej: Essence #04, Essence #03, Bell #1, Bell#2, Tony Moly.
Essence Gel Tint
To co mnie zachwyciło, to przepyszny owocowy zapach. Na dodatek są smaczne, słodkie i to zdecydowanie utrudnia mi zachowanie ich trwałości (jeśli wiecie co mam na myśli). Mają ładną pigmentację i dwie warstwy wystarczą do zbudowania mocnego koloru. Jeśli chodzi o trwałość to zależy od tego, co w danej chwili robimy, czy jemy/pijemy/dotykamy ust, na moich ustach wytrzymują 1-2h, kiedy nie robię nic z wcześniej wymienionych rzeczy. Bardzo przyjemnie się je nosi. Jedynym minusem jaki znajduję jest nieporęczny jak dla mnie aplikator.
Bell Lip Tint Absolute Color
Znowu zacznę od zapachu - nie jest tak wyraźny jak w produktach Essence, ale wyczuwam owocowo-chemiczną mieszankę zapachową, myślę, że każdy powinien ocenić sam czy mu to przeszkadza. Mi ani trochę, bo po nałożeniu na usta już jej nie czuję. A propos odczucia, nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale czuję dziwne mrowienie po nałożeniu produktu, które ustaje po paru minutach. Te tinty nie są smaczne, ale są nieco bardziej długotrwałe na ustach w porównaniu do tych marki Essence, które testowałam. Aplikator jest wygodny w użyciu, można nim ładnie wyrysować kształt ust. Pigmentacja jest dobra i tu również dwie warstwy dadzą nam intensywny kolor.
Tony Moly Mini Berry LipBalm SPF15 PA+, #02 Blueberry
Możecie się zastanawiać, co ten produkt tu robi skoro nie jest tintem, ale ponieważ barwi usta, a nie jest pomadką, postanowiłam go tu umieścić,. Myślę, że dobrze byłoby zrobić recenzję tego produktu, a nie wiem czy warto poświęcać mu osobny artykuł.
Produkt na ustach nie utrzymuje się tak długo jak w przypadku tintów, możliwe, że sam kolor nie wytrzymuje na ustach nawet godziny. Czy nawilża? Na pewno nie wysusza ust, uczucie na ustach jest jak po np. oleju kokosowym, usta są miękkie i delikatnie się lepią. Ma filtr, co jak dla mnie jest plusem. Pachnie jak poziomka. Ma urocze opakowanie. Czy kupię ten produkt ponownie? Raczej nie, ale na pewno nie żałuję tego zakupu.
Nie miałabym nic przeciwko, gdyby ktokolwiek się odezwał. Jeśli tu jesteście.
Miłego dnia :)