poniedziałek, 21 kwietnia 2014

(Prawie) naturalnie piękne usta!

Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o mojej kolekcji tanich tintów do ust i jednym nieco droższym wydatku. Być może ktoś zadaje sobie pytanie "czym się różni tint od błyszczyku?", a odpowiedź jest dosyć prosta, błyszczyk zostaje na powierzchni ust, podczas gdy przy używaniu tinta kolor wgryza nam się w usta dając efekt naturalnie wyglądających ust. Moim zdaniem to świetny pomysł dla dziewczyn w gimnazjum czy liceum, a także na wiosnę czy lato gdy nie mamy ochoty nosić na ustach szminek. Na polskim rynku można znaleźć spory wybór tego typu produktów z najróżniejszych półek cenowych. A czy tanie tinty mogą się sprawdzić?

Oto moja skromna kolekcja. (W tle coś, co chciałabym pokazać w poście DIY) 

Zanim w Polsce rozpowszechniły się tinty o idei takich produktów dowiedziałam się z azjatyckich reklam, dram itd., jednak cena małego cudeńka razem z przesyłką z Azji... sami rozumiecie. Ja, ponieważ moja przygoda z tintami dopiero się zaczęła, wybrałam coś taniego. W mojej kolekcji znajdują się widoczne na zdjęciu tinty firmy Essence w kolorach: 03 flashy apricot i 04 pink exposed oraz tinty firmy Bell (dostępne w Biedronce). Obecnie oferta kolorystyczna tintów tej marki się poszerzyła i zmieniła opakowania na białe. Trudno powiedzieć jakie są to numery, ponieważ nie ma tu oznaczeń na opakowaniach, ale dokładnie te same kolory można dostać w nowych opakowaniach - ze strony bell wynika, że róż to kolor 1, a czerwień to kolor 2. Ostatni tint (a raczej barwiący balsam do ust) jaki jest na tym zdjęciu to Tony Moly Mini Berry Lip Balm, jak łatwo się domyślić bardziej niż jego właściwości zainteresował mnie przeurocze opakowanie, które wygląda jak jagoda/borówka. Pora opowiedzieć teraz o poszczególnych produktach nieco więcej.

Od lewej do prawej: Essence #04, Essence #03, Bell #1, Bell#2, Tony Moly.

Essence Gel Tint
To co mnie zachwyciło, to przepyszny owocowy zapach. Na dodatek są smaczne, słodkie i to zdecydowanie utrudnia mi zachowanie ich trwałości (jeśli wiecie co mam na myśli). Mają ładną pigmentację i dwie warstwy wystarczą do zbudowania mocnego koloru. Jeśli chodzi o trwałość to zależy od tego, co w danej chwili robimy, czy jemy/pijemy/dotykamy ust, na moich ustach wytrzymują 1-2h, kiedy nie robię nic z wcześniej wymienionych rzeczy. Bardzo przyjemnie się je nosi. Jedynym minusem jaki znajduję jest nieporęczny jak dla mnie aplikator.

Bell Lip Tint Absolute Color
Znowu zacznę od zapachu - nie jest tak wyraźny jak w produktach Essence, ale wyczuwam owocowo-chemiczną mieszankę zapachową, myślę, że każdy powinien ocenić sam czy mu to przeszkadza. Mi ani trochę, bo po nałożeniu na usta już jej nie czuję. A propos odczucia, nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale czuję dziwne mrowienie po nałożeniu produktu, które ustaje po paru minutach. Te tinty nie są smaczne, ale są nieco bardziej długotrwałe na ustach w porównaniu do tych marki Essence, które testowałam. Aplikator jest wygodny w użyciu, można nim ładnie wyrysować kształt ust. Pigmentacja jest dobra i tu również dwie warstwy dadzą nam intensywny kolor.

Tony Moly Mini Berry LipBalm SPF15 PA+, #02 Blueberry
Możecie się zastanawiać, co ten produkt tu robi skoro nie jest tintem, ale ponieważ barwi usta, a nie jest pomadką, postanowiłam go tu umieścić,. Myślę, że dobrze byłoby zrobić recenzję tego produktu, a nie wiem czy warto poświęcać mu osobny artykuł.
Produkt na ustach nie utrzymuje się tak długo jak w przypadku tintów, możliwe, że sam kolor nie wytrzymuje na ustach nawet godziny. Czy nawilża? Na pewno nie wysusza ust, uczucie na ustach jest jak po np. oleju kokosowym, usta są miękkie i delikatnie się lepią. Ma filtr, co jak dla mnie jest plusem. Pachnie jak poziomka. Ma urocze opakowanie. Czy kupię ten produkt ponownie? Raczej nie, ale na pewno nie żałuję tego zakupu.

Nie miałabym nic przeciwko, gdyby ktokolwiek się odezwał. Jeśli tu jesteście.
Miłego dnia :)

środa, 16 kwietnia 2014

Azjatyckie kremy BB

"Każdy ma swojego bzika, każdy jakieś hobby ma..." A ja mam swoje hop siup na punkcie kosmetyków z Azji, a zaczęło się to właśnie od kremów BB, zwanych przeze mnie czule BBciątkami. "Winą" za to można obarczyć wiele osób, głównie publicznych, m. in. Azjatycki Cukier, Martinę z Eat Your Kimchi (any Nasties here?), no i bez wątpienia urodziwe Koreanki, które owych kremów używają. Jak dla mnie jest to upiększające cudo godne miana Photoshopa w tubce, które oprócz tego dba o naszą skórę.

Miałam okazję już ich trochę przetestować, głównie dzięki dołączonym do moich zakupów próbkom. Dziś opiszę cztery z nich:
-Skin Food Mushroom BB Cream SPF20 PA+,
-Skin79 Snail Nutrition BB Cream SPF45 PA+++,
-Skin79 Orange Super Plus Triple Functions Vital BB Cream SPF50 PA+++,
-Tony Moly Expert Triple BB Cream SPF45 PA+++.

Z przykrością stwierdzam, że nie mogę załączyć samodzielnie wykonanych zdjęć przedstawiających kolor i działanie kremu. Używałam ich jakiś czas temu, próbki się już skończyły i nie mam w zasadzie co Wam pokazać. Być może za jakiś czas zdecyduję się na pełnowymiarowy produkt (albo dostanę następną próbkę), wtedy oczywiście swatch'e się pojawią. Generalnie produkty, o których zamierzam pisać będą ofotografowane, ten jeden raz mam nadzieję, że mi wybaczycie. ;) A teraz wracając do tematu:

Skin Food Mushroom BB Cream SPF20 PA+
W łapki dostał mi się odcień #2. Dla mnie był zbyt ciemny, jednak ja jestem raczej bladolica, przypuszczam jednak, że ten w odcieniu #1 lepiej by się do mnie dopasował. Pierwsza rzecz jaka rzuciła mi się w oczy (a raczej w nos?) to oryginalny zapach, którego nie byłam w stanie porównać do czegokolwiek co wąchałam wcześniej. Krem ma lekką konsystencję i średnie krycie (jak na kremy BB), ale ładnie utrzymywał się na twarzy przez cały dzień. Wiem, że w składzie ma adenozynę (która według producenta ma działanie przeciwstarzeniowe). Posiada filtr, o jak dla mnie, niskim faktorze, ale jak na pochmurny dzień chyba może być.

Skin79 Snail Nutrition BB Cream SPF45 PA+++
To jest BBciątko, o którego zakup bym się pokusiła (a nawet to rozważam). Jest bardzo lekki, ma dobre krycie i bardzo naturalne wykończenie. Kolor był neutralny, nie powiedziałabym, żeby był bardziej ciepłym albo chłodnym odcieniem (ale możecie sprawdzić swatch'e na grafice google). W każdym razie do mnie bardzo ładnie się dopasował. Wytrzymywał na mojej twarzy cały dzień. No i zapach był neutralny, więc myślę, że pod tym względem może pasować wielu osobom, a przynajmniej nie przeszkadzać. ;)

Skin79 Orange Super Plus Triple Functions Vital BB Cream SPF50 PA+++
Ten krem BB zaskoczył mnie swoją trwałością. Testowałam go latem, w bardzo ciepłe dni, a mimo pocenia się trzymał się wytrwale na miejscu. Ten krem BB ma zdecydowanie ciepły odcień i daje pudrowe, matowe wykończenie. Wiem, że wielu osobom to odpowiada, ja nie jestem fanką. Jeśli dobrze pamiętam, to zapach był bardzo przyjemny, lekko owocowy. Ma cały kompleks witamin, więc bez wątpienia dobrze odżywi cerę. Za pierwszym razem nie byłam do tego kremu przekonana, jednak za drugim razem kiedy go testowałam było już dużo lepiej, może po prostu lepiej go nakładałam.

Tony Moly Expert Triple BB Cream SPF45 PA+++
Zanim lepiej poznałam się z produktami tej firmy, nie byłam w stanie dużo o Tony Moly powiedzieć, bo wydaje mi się, że u nas dużo bardziej znanymi markami są Skin79, Missha, Etude House czy chociażby Skin Food. Dlatego do testowania podeszłam z lekką rezerwą, ale cieszę się, że dałam szansę temu BBciątku. Odcień kremu dosyć dobrze dopasował się do mojej cery. Krem sam w sobie jest dosyć gęsty i ma mocne krycie (jak Skin79 Hot Pink), ale trzeba trochę uważać z aplikacją, żeby z nim nie przesadzić. Konsystencja kremu jest lekko pudrowa (nie bardzo umiem to zgrabniej ująć), ale wykończenie okazało się bardzo naturalne, nie matowe. Myślę, że mocną stroną tego kremu jest też oryginalny, świeży zapach ziół, bardzo orzeźwiający na lato. No i okazał się zaskakująco ekonomiczny. Myślę, że mogłabym rozważyć zakup pełnowymiarowego produktu.

Kremów używałam dosyć krótko, bo pojedyncza próbka wystarczała mi na plus minus czterokrotną aplikację kremu. Nie byłoby sensu pisać osobnego artykułu o każdym z nich, bo nie miałam okazji użytkować ich dłużej. O innych kremach BB mam zamiar napisać więcej, dla każdego będę miała załączone zdjęcia.

No to kończę, bo obawiam się, że artykuł trafi do działu tl;dr, a nie po to tyle się naprodukowałam.

Miłego dnia.

No to zaczynamy!

Serdecznie zapraszam Was we wspólną podróż przez inspiracje.

Będzie to blog o tym, co lubię w byciu kobietą, o tym, co mnie ciekawi (i mam nadzieję zaciekawi też Was), a przede wszystkim będzie to blog o najnormalniejszym w świecie życiu. Tematy, którymi chciałabym się zajmować ściśle odnoszą się do nazwy tego przedsięwzięcia: MALUJ, DZIEL i RZĄDŹ.

MALUJ czyli: tworzenie, rękodzieło, make up, upiększanie wnętrza i zewnętrza, szeroko pojęta sztuka życia i pasja.

DZIEL czyli: dzielenie się wiedzą, pomysłami - ja chcę się dzielić z Wami i chciałabym, żebyście Wy dzielili się ze mną.

RZĄDŹ czyli: rządzenie własnym życiem, to znaczy dla mnie tyle, co organizacja czasu i planowanie, motywowanie się wzajemne do robienia czegoś, podejmowania zmian, stawania się tym, kim chce się być bez odkładania tego na później, a może nawet podejmowanie wyzwań.

W takim razie, z lekkim zdenerwowaniem i podnieceniem biorę się za pisanie pierwszego postu związanego z tematyką bloga.

Polecam się do czytania. ;)